Splendid isolation

Dawno temu wybrałem życie w chaszczach, ale i w moich chaszczach dopadł mię postęp i fundusze unijne. Do niedawna psa prowadzałem do makabrycznie zapuszczonego parku, otaczającego miejsce po Śląskim Windsorze. Nie chcecie wiedzieć, co to było, a jeszcze mniej co się z tym stało, niech wystarczy, że park, który został, to paręset hektarów w stylu angielskim z dyskretnie rozmieszczonymi egzotykami już to z tajgi, Pirenejów lub Kaukazu. Niby sosna, a nie nasza, niby świerk, a jakiś inny itp.
Gmina w końcu spięła się, żeby toto ogarnąć i wykonała coś na kształt małego Disneylandu, z milionem urządzeń do ćwiczeń dla dorosłych i zabawy dla dzieci, od kół tai-chi po replikę Czarnej Perły, na oko 1 do 1. Wokół malowniczych stawów poprowadzono kilometry ścieżek i rozmieszczono dziesiątki ławek.
No cóż nie jestem taki, żeby się nie cieszyć, cieszyłem się w miarę postępów robót, które właśnie finiszują, ale mi przeszło. Właśnie wróciłem z popołudniowego spaceru z psem, który nerwowo warczał na meneli okupujących ławki, licealistów obsiadających

pomosty, zwykłych alkoholików uwalających się na tychże oraz na zażywne blondyny na rowerach, szusujące[1] w szyku husarii po wcale nieszerokich ścieżkach dla pieszych.
Tak że dyzgust. Coś, co kiedyś miałem niemal na wyłączność, udostępniono szerokiej publisi i niestety, nie są to bliźni, których mógłbym polubić.
Żeby nie było, że jestem malkontentem, podzielę się także niedawnym jakże odmiennym bo pozytywnym doświadczeniem.
Na moim krytym basenie wymieniają filtry i z tego powodu postanowiłem popływać na sąsiednim otwartym kąpielisku. Nie było jakoś bardzo ciepło, ale zawsze powyżej 20 tu, choć faktycznie bez słońca. Całe kąpielisko z brodzikami, fontannami, trawnikiem po horyzont, i sportowym basenem 6 x 25m było moje i wyłącznie moje. Ja pływałem, a nade mną stanęło – przepisy! – dwóch ratowników i tak stało przez moje 2 kilometry = 80 basenów.
Tak że otuchy, jak gdzieś wbije wam za dużo typów, to gdzieś się zrobi luźniej, tylko trzeba wyczaić gdzie i tam się przenieść, to raz.
A dwa, to że prawdopodobnie należę do niewielu ludzi, którzy potrafiliby docenić wielką hacjendę w stylu preslejowskiego Graceland czy Neverland Majkela Dżeksona. Jak powszechnie wiadomo obaj artyści nie umieli być szczęśliwi w swoich posiadłościach, popadając w leko- i narkomanię, czy nawet pedofilię.
Tak że jeśli znacie jakiego artystę nieszczęśliwego na swoim ranczu z parkiem i basenem, to skierujcie go do mnie, a ja już chętnie zastąpię go w tych potencjalnie zgubnych dla niego, a niewątpliwie miłych dla mnie okolicznościach przyrody.


[1] Szusować – mknąć na wprost na podobieństwo wystrzelonego pocisku. Od niemieckiego Schuss = strzał.

Reklamy

Jedna myśl na temat “Splendid isolation

  1. Ty to chyba nie lubisz krajanów 😉

    Przecież wszystko co opisałeś jest polish-Kool: rozjeżdżanie tudzież rozdeptywanie bo się robi czasy, menelowanie bo „akooch ..jamietolata”, zajmowanie we dwóch (względnie we dwie) ławki na dziesięć osób bo „są przecież inne ławki nie?”
    Swojski klimacik poczułem…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s