W okrążeniu

Starsi spośród nas pamiętają, a młodsi potrafią sobie wyobrazić, jak prezydent Lech Wałęsa komunikował się z Narodem za pomocą komunikatora gadu-gadu.
I ja tam byłem, miód i wino piłem, tzn używałem gadu-gadu.
Obok icq, mirandy, gaima, lynca, skypa, webeksa… you name it.
Mnogość komunikatorów i błyskawiczne przepływy miliardów juzerów z jednego do drugiego pozostają dla mnie jedną z zagadek wszechświata. Jeszcze większą zagadką są osoby komunikuące się kilkoma aplikacjami naraz. SMS „Żuczku, będę po ósmej”, ląduje obok „Żuczku, kup rybę białą pół kilo” whatsappem, poprzedzonym „Żuczku, stęskniłam się” messendżerem FB.
„Żuczek” czuje się jak pałkarz palanta czy innego bejsbola obrzucany piłkami z trzech stron. Albo ów stary wilk Kaczmarskiego, który „z trzema naraz walczy psami i z trzech ran naraz krwawi”.
Szczególnie nerwowo robi się, kiedy „Żuczkowi” przemknie w powiadomieniach takie „Stęskniłam się” i zniknie, zanim Żuczek zatrybi z której aplikacji toto wyszło. Nerwowo przeszukuje telefon, no bo odzew „ja też” musi pójść szybko, inaczej sankcje.
Jedyny pozytyw, że los cudzołożników i bigamistów stał się naprawdę marny.
Nie połapią się kto, skąd i którędy z nimi tęskni.

Sztuka użytkowa.

Solidarnie ponad podziałami

Brytyjscy naukowcy w drugim roku pandemii skonstatowali rzecz od początku dla mnie oczywistą, że basenowy chlor wypala wirusa w parę sekund. Baseny można zatem dopisać do długiej listy obiektów zamkniętych z nadmiernej ostrożności. Może gdybym mógł chodzić na basen i fitness nie musiałbym się zapisać na salsę, gdzie zgodnie z logiką epidemii złapałem covida.

To dość zabawne, że kiedy publiczność obserwowała w mediach serial pt „Czemu elity pieniądza bezkarnie bawią się w kasynach w czasie epidemii” w całym kraju wirus propagował się po cichu przez tysiące legalnych szkół tańców wszelakich.
No ale może się czepiam. Na salsę chadzają ludzie jakoś tam sprawni i względnie młodzi, w przeciwieństwie do wypchanych brudną forsą bywalców kasyn. Kasyna w końcu zamknięto i wyszło, że głos ludu uchronił elity finansowe przed groźną chorobą, a na pewno zbiednieniem. Oligarchowie i gangsterzy muszą teraz obejść się kokainą dowożoną przez panie do towarzystwa, co jest jednak zdrowsze od koronowirusa i tańsze od żarłocznego koła ruletki.
A i salseros śmieją się już dzisiaj z odchorowanego jesienią wirusa. Co prawda nie wszyscy.

Tak przemija postać świata

Życie jest proste, co nie znaczy, że łatwe. Np. praca w handlu: kupuj tanio, sprzedawaj drogo, na końcu zostajesz Rockefellerem. Recepta prosta, próbowało wielu, udało się Rockefellerom. Można zamiast handlu wziąć się za transport. Tu też jest prosto: jedziesz zgodnie z przepisami, póki nie zoczysz kierowcy na miejscowych rejestracjach jadącego z fantazją. Wtedy wciskasz i doginasz za nim. Wszystkie rozjechane kury i przedszkolaki, a także mandaty idą na jego konto.
Recepta na sukces w transporcie jest akurat i prosta i łatwa, zawsze skutkuje i mi np. weszła już w krew. Tyle, że właśnie przestała działać. Otóż – kolejny raz – pognałem za lokalsem, jak wszyscy inni, plus szare beemwu, które na końcu zhaltowało nasz radosny korowód i rozdało po mandacie. Tak że resztę roku zamierzam zamienić w rajd o kropelce, czyli taki zoptymalizowany nie top prędkości, a na minimalne zużycie paliwa. Może sobie skompensuję.
Nadchodzi era wodnika i stare nawyki po prostu przestają działać. Zgaś światło w kuchni – ryczy – tradycyjnie do mnie Mama. Mamo, jest era wodnika, ta żarówka prawie nie zużywa prądu. Zlikwidowaliśmy hutnictwo, likwidujemy górnictwo, wkrótce będziemy żyć powietrzem i dobrymi uczynkami, a planetę po nas przejmą dzieci indygo z kolorowymi koronami ze szczepionki Pfizera.
Chill.

Polski były Murzyn

Temat byłych Murzynów – byłych, bo słowo Murzyn trafiło do kotłowni, a zanim poloniści wynajdą jakieś nowe musimy poudawać, że b. M. nie są czarni, otóż temat ten nawraca cokolwiek obsesyjnie, ale nie bez przyczyny. Moja pani od salsy (od ćwierćwiecza zamężna z b. M.) sama do niego często nawiązuje, w obecności naszego pana od salsy zresztą, również b. M.
Zapytana, czemu jej stary już nie uczy salsy, którą ma przecież we krwi wyssaną z mlekiem b. M. matki odpowiada bez ogródek.
-Salsa się zmienia, a on nie chce się uczyć. Ten tu – wskazała na tego tu b. M. – też nie chce, ale go gonię. Jeśli życie z Murzynem nauczyło mnie czegokolwiek, to tego, że jak nie pójdziesz do Murzyna z batem, to całe życie przeleży pod palmą.
Kurtyna, oklaski.

2007, Peru. Sęp. Albo kondor.

Z dala.

Nie pisałem, bo pracowałem. Klienci zorientowali się, że a -istnieję, b – potrafię pomóc i poskutkowało to kalendarzem wypełnionym niczym karnet panny Łęckiej w karnawale.
A nawet lepiej, bo zaczęli wpisywać mi się do kalendarza jeden na drugim, a nawet trzecim.
Z czasem zacząłem radzić sobie z tymi pokrywającymi się zaproszeniami jak Lenin z kobietami, który żonie mówił że idzie kochanki, kochance – że do żony a sam hyc do biblioteki: „pracować, pracować, pracować”.
Z tym, że ja odwrotnie, podłączyłem konsolę do gier do służbowego laptopa (a da się, nawet do służbowego telefonu) i na głównym ekranie rozgrywam ligę mistrzów, zaś na pobocznym obserwuję tragedie pt klientów tudzież maratońskie telekonferencje kierownictwa.
Pochwaliłem się osiągnięciem dziecku, które nie bez pobłażania podsumowało: no ojciec, tak właśnie działają lekcje online.

Dzień dobry

Jeśli wasz dzień zaczyna się od sympatycznych maili w stylu:
Dzień dobry, dziękujemy za zainteresowanie ofertą ratalną Alior Banku.
Drogi Kliencie, dziękujemy za wizytę w sklepie RTV EURO AGD w Galerii Galena w Jaworznie
Szanowna Pani/Szanowny Panie, w załączeniu Alior Bank S.A. przesyła aktualny harmonogram spłat kredytu.
oraz
Prośba o dodanie opinii o produkcie: Krups Evidence Plus EA8948 (czarna stal szlachetna)
To, jak mawiał nieodżałowany Ojciec Natanek: wiedz, że coś się dzieje.
Zwłaszcza, jeśli ostatni raz w Jaworznie byłeś przejazdem w dziewięćdziesiątym ósmym, nie posiadasz expressu Krups, a w Alior Banku tylko instalowałeś klimatyzację.
Czyżbym padł ofiarą osławionej „kradzieży tożsamości” i resztę życia spędzę na spłacaniu cudzych kredytów i alimentów nie swoich dzieci?
Rzeczywistość skrzeczy. Szary ciułacz ma takąż szansę na atak zakapturzonych hackerów ja na zderzenie z górą lodową podczas spływu Czarną Hańczą, na swoje szczęście. Scenariusz takich zdarzeń jest rozczarowująco przyziemny. Jeżeli – jak ja -jesteś dziadersem – o – załóżmy – adresie mailowym stefan.dupa@gmail.com, zajętym w czasach, kiedy wszyscy mieli skrzynki za hotmailu i Google żebraczo nagabywał cię, żebyś łaskawie złożył sobie konto, który to dziaders dziesięć lat później patrzy z góry na stefana.dupę2017178882@gmail.com, to owszem mimowolna „kradzież” adresu może się zdarzyć.
A mianowicie kiedy Stefan Jeszcze Większa Dupa przyczłapie do galerii Galena i zakocha się w ekspressie Krups, ale nie będzie miał na niego kasy i zapytany o adres email przez pana od sprzedaży ratalnej wywali gały, a na pytanie „na dżimaejlu?” kiwnie pokornie głową.
Od tego momentu wszystkie zobowiązania S JW Dupy odgniotą się w twoim inboksie. Do momentu, w którym nie kropniesz swojego maila o „nękaniu żądaniami nienależnych zobowiązań” i „organach ścigania”.
Gorzki los pioniera internetu.

Czarny dzień Czarnego Luda

No i stało się, Rada Mędrców skreśliła słowo Murzyn z polszczyzny, stwierdzając, że jest nie tylko obraźliwe ale i archaiczne. Już się tak nie mówi. Jak się mówi Rada się nie wypowiedziała, a szkoda. Z tą archaicznością mógłbym się zgodzić, już w latach 90-tych np. młodzież nie używała słowa Murzyn, młodzież na Murzyna mówiła bambus.
Na to, żeby sprawdzić, jak mówi młodzież teraz, mam za słabe nerwy. Proponuję profesorowi, który odstawił Murzyna do lamusa, żeby sam sprawdził, ostatecznie płacą mu za obsługę serwisową naszego języka.
Mógłbym skorzystać z przywileju siwych skroni i wciąż nazywać Murzyna Murzynem, ale stać mnie na więcej, więc opiszę ostatnią galę Walk W Klatce UFC, gdzie dwóch dzielnych czarnoskórych próbowało odebrać mistrzowskie pasy dwóm białym. W wadze muszej jakiemuś Ruskowi, w półciężkiej – naszemu Jaśkowi Błachowiczowi.
Walki w klatce obwarowane są mnóstwem humanitarnych zasad, nie wolno np. wydłubywać oczu, albo – pardon le mot – wyryć z kolana w ryj kolesiowi na czworakach. A szkoda, chciałoby się dodać. Wspomniany Rusek wpadł na pomysł, że podniesie sponiewieranego Czarnego z maty i dopiero wtedy zasadzi mu kolano w twarzoczaszkę. Jak pomyślał tak zrobił, ale źle policzył wzrost delikwenta, który w chwili utraty przytomności wciąż delikatnie dotykał podłoża kolanem. A klęczącego Czarnego też nie wolno kopać po głowie. Nieznajomość przepisów szkodzi. W tym przypadku zaszkodziła obu panom, tego czarnego kosztując utratę przytomności, tego białego utratę mistrzowskiego pasa w wyniku dyskwalifikacji.
Polak za to potrafił, w swojej walce Jasiek wyciągnął wnioski z porażki Ruska i po prostu usiadł na swoim czarnoskórym przeciwniku miarowo okładając jego czaszkę swoimi piąchami wielkości czajnika. Ta prosta strategia wystarczyła by pokonać pretendenta, którego już przed walką buki obwołały nowym mistrzem, bo nigdy z nikim nie przegrał, w przeciwieństwie do Jaśka, którego wynoszono z klatki jakieś osiem razy.
Na korzyść Czarnego zapiszmy, że po walce podsumował swoją porażkę nienagannym angielskim, na który Jasiek odpowiedział swoim, równie płynnym, ale niemal niezrozumiałym polskawym wolapukiem.


https://sport.tvp.pl/52660448/ufc-259-jan-blachowicz-wygral-z-israelem-adesanya-pokonalem-jednego-z-najlepszych
https://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2021-03-07/ufc-259-petr-yan-zdyskwalifikowany-aljamain-sterling-nowym-mistrzem/

Gra w Chińczyka

Coraz mniej jest wśród nas byłych milionerów, kupujących w czasach inflacji siatkę zimioków za trzydzieści tysięcy złotych. Parę pokoleń, które doświadczyły takich niezwykłości chciałoby ich uniknąć. Żerując na ich lękach zarząd kraju wychował jego mieszkańców w kulcie nowej, zdenominowanej złotówki. Drukowanie tejże niechybnie miało skończyć się implozją wszechświata, dlatego, kiedy było złotówek potrzeba, oczywiste, że brano je z oszczędności emerytalnych miejscowej biomasy.
Że to ściema wyszło w pandemii. Premier, który miał być pierwszym premierem zrównoważonego budżetu bez mrugnięcia okiem został premierem rekordowego deficytu.
I, guess what, świat się nie zawalił, dolar kosztował ile kosztuje, może dlatego, że ci od dolarów już dawno przestawili swoją gospodarkę z produkcji produktów na druk dolarów.
Wszelkiego barachła, które sobie można za te dolary, euro i złotówki kupić dostarczają w nadmiarze Chińczycy. W sumie te fabryki mogłyby stać u nas czy w Argentynie, niewielka różnica, bo są coraz bardziej bezobsługowe. Wciąż dewastują środowisko, to niech lepiej dymią w Chinach. Jak sobie Chińczyk naskłada naszych pieniążków, zapraszamy np. w Tatry, niech sobie przez tydzień pooddycha świeżym powietrzem, a jak mu się kasa skończy, niech wraca nad toksyczną Żółtą Rzekę.
Oglądałem znakomity program historyczny o Hiszpanach wywożących w XVI wieku srebro z Chile do Chin, gdzie dostawali za nie konkretny towar. W pewnym momencie zabrakło srebra i gospodarka Chin zawaliła się z hukiem, bo nie było z czego bić chińskich monet.
Tak że Zachód nie ma co sobie robić wyrzutów, że wykorzystuje, bo nie wykorzystuje, wręcz przeciwnie daje im powód do zajęcia się czymś pożytecznym. Dopóki się nie zorientują, że sami sobie mogą wydrukować dowolną ilość pieniędzy.

Karuzela śmiechu

Nie wiem jak wy, ale ja się strasznie z tych szczepień cieszę. Zainstalowałem już sobie wszystkie możliwe apki do sterowania zaszczepionymi, tę wydaną przez MON z opcjami „padnij”, „atak”,”autodestrukcja”, tę policyjną: „rozejść się”, „podaj pesel” i tę zhakowaną „PokazCyckiv2.0” też.
Ja się nie szczepię, bo już miałem covida, który – co wiadomo już na pewno – dokonuje nieodwracalnych zmian w mózgu. Jakość notek zapewne spadnie, ale umówmy się, nigdy nie była specjalnie wygórowana, a poza tym nie będę miał czasu pisać. Całą wiosnę zamierzam spędzić na dworze wydając smartfonem polecenie „padnij” zaszczepionym seniorkom przechodzącym przez kałuże.
Tak że mądrzej już było, teraz będzie śmieszniej, bo zamierzam nagrać i pokazać milion zabawnych filmików. Na razie wciąż zwykła fotka.

Elektryka prąd nie tyka.

Ostatni krok w chmurze

Uwielbiam futurologów, są nieodparcie śmieszni w swoich przewidywaniach. Odkąd pamiętam, co roku przepowiadają, że pomrzemy z głodu, bo zastąpią nas komputery. Sorry, kiedyś były to „mózgi elektronowe”. Od jakiś paru lat umrzeć z głodu mają fachowcy od komputerów (niby ja) bo zostaną zastąpieni przez „chmurę”. Owa chmura to nic innego niż nowa nazwa dla usług świadczonych od pół wieku np. przez Zakłady Elektronicznej Techniki Obliczeniowej.
Pogróżki chmury odbierałem ze względnym spokojem, ale pamiętając, że nawet popsuty zegar raz na dzień wskazuje poprawną godzinę. I że może być to moja czarna godzina. Napięcie zeszło, kiedy chmura kolektywnie skasowała komunikator Parler, który zawinił tym, że nalazło się do niego zbyt wielu zwolenników Trumpa. Z grubsza to tak, jakby elektrownia odcięła Wam prąd, bo krytykowaliście – ja wiem? – Owsiaka. Albo Ziobrę.
Porównanie z elektrownią jest nieprzypadkowe, bo chmura od lat zapewnia, że uczyni informatykę tak prostą jak wodociągi czy elektryczność: odkręcasz kurek z mocą obliczeniową, a na koniec miesiąca dostajesz rachunek.
To chwytliwe porównanie za pomocą którego chmura wyciągała nam klientów wzięło właśnie w łeb. Parler nie tylko został zanihilowany, ale dane gości, którzy na tym komunikatorze umówili się na spotkanie w gabinecie Nancy Pelosi wyciekły wprost z chmury do FBI.
Gdybym ja z kolegami w ten sposób odciął systemy naszym klientom, nasza firma nie wypłaciłaby się do końca życia. Czego dowiedziałbym się już z prasy, bo tego samego dnia bym wyleciał.
Tak że nie, chmura chwilowo mnie nie zastąpi.
Jeden jasny promyk na początku roku.