Raniuszek

Obraz może zawierać: ptak

Zdjęcie takie sobie, pokazuje, że ostrość trzeba ustawiać na oko i dziób, bo gdzieś na brzuchu się nie liczy. Mam i poprawne, ostre zdjęcia raniuszka, ale tu go ładnie wygło.

Raniuszek jest godłem obserwatorów ptaków, którzy ogólnie są niechętni fotografom ptaków. Jest to jedna z tych niezrozumiałych animozji między hobbystami dziedzin pozornie nieodległych, jak to wioślarze i kajakarze, komuniści i socjaliści, czy kibice Wisły i Cracovii.

Fotograf ptaków ze mnie niewielki, ale coś kumam, że obserwatorzy zarzucają „nam” głupotę, agresję i choroby weneryczne. Z upodobaniem np powtarzają anegdotę, jak to fotografowie gdzieś pod Warszawą wabili rzadki gatunek drapieżnika ścierwem na wędce, aż się pochorował z przejedzenia.

No nie wiem, do mnie ten raniuszek przyleciał gratis.

Reklamy

Osoba pozytywna

Osoba pozytywna wkroczyła do internetu wraz z fejsbukiem. Udziela się tu umiarkowanie i przewidywalnie. Pilnie udostępnia treści otrzymane od innych osób pozytywnych, ze szczególnym uwzględnieniem próśb o pomoc dla małych dzieci czekających na przeszczep, seniorów, którzy wyszli i nie wrócili oraz fafika szukającego domu. W momencie udostępnienia obrazka dziecko zwykle jest już zdrowe jak koń, senior namierzony i przywiązany do kaloryfera w domu opieki, a fafik dawno obszczekuje aniołki w jakimś psim raju, ale dobry uczynek w postaci dwóch kliknięć jakoś się tam osobie dolicza. Pozytywnie.
Jeśli osoba pozytywna opanowała trudną sztukę ubierania zdjęcia profilowego w nakładki, nie ma nieszczęścia, któremu by nie współczuła i szlachetnej sprawy, której by nie wsparła.
Ale naprawdę ciekawie robi się, gdy osoba w szlachetnym odruchu skręca na manowce dzikiego, niemoderowanego internetu. Sprowokowana na przykład linkiem do artykułu „Zwyrodnialec głodził szczeniaczka, aż ten posmutniał”.

Zaczyna się niewinnie w stylu „ludzie to..”, by szybko przejść do „ja bym takiemu…”
„Wtedy złość ma szlachetna eksploduje jak Etna, że się nieraz w wyzwiskach poplączę” śpiewał klasyk.
Uwielbiam bezkompromisowe poczucie sprawiedliwości osób pozytywnych. „Ja bym takiemu tak samo zrobił, przywiązałbym do budy i nie dał jeść przez tydzień”, „Ani pić bym mu nie dał” licytuje inna O.P. „Aż by zdechł”. „I tak bym zostawił, żeby inni widzieli”. Brakuje już tylko: „zabić , zakopać, wykopać i jeszcze raz zabić”. Czemu? Bo zbyt banalne. Osoby pozytywne mają dużo większy potencjał, cytuję autentyk (choć na inny temat):
” Politolog37(zmiana IP) IP dzisiaj 13:11
Zbudować drewnianą komórkę, obłożyć słomą w środku wmurować metalowy stolik z imadłem, wkręcić bydlakowi ku*asa w imadło, wyjąć drążek żeby nie mógł odkręcić, dać do ręki nóż i podpalić komórkę.”
Słodkie.
Chroń nas Panie od pozytywnych, negatywnym jakoś damy radę.

Majestat

Obraz może zawierać: ptak

Kolejny dowód, że udaje mi się robić ostre zdjęcia. Wróble wcale nie są takie małe, jest kupa ptaków mniejszych od nich. Do tego bywają bezczelne, a ten tu to szczyt arogancji. Polska norma na dachówki ceramiczne dopuszcza do półtora centymetra odchyły w wymiarach, dla wróbla jak znalazł. Ten tu patrzy na mój dach w którym się zagnieździł. Na fejsie to zdjęcie kiedyś opisałem: „wróbel cesarski”.

Gęsi

Obraz może zawierać: ptak, na zewnątrz i woda

Normalnie po gęsi trzeba jechać na halę targową albo nad Stawy Milickie, a te tu zaparkowały w stawie koło chałupy. No to zdjąłem. Na forach fotografów ptaków takich ujęć się nie ceni, najwyżej notują tam zbliżenia anatomiczne. Ja tam lubię jak poza piórami coś widać, albo – jeszcze lepiej – można przypisać modelom jakieś emocje. Oczywiście tylko w wyobraźni, bo ptaki nie myślą.

Chyba, że krukowate.

Moja sztacheta 1.

Obraz może zawierać: ptak

Ten ptak to rudzik, który przysiadł na mojej sztachecie i jedno z pierwszych zdjęć, z którego byłem bardzo dumny, póki nie przyszedł Kwadrat i powiedział: nieostre. W sumie przejrzał wtedy całą kupkę moich zdjęć i tylko o jednym _nie_ powiedział: nieostre. Ale nie powiedział też, że ostre.

Fani Gladiatora mogą pamiętać rudzika z pierwszej sceny filmu. Jest ona jakoś symboliczna, bo u ludów północy rudzik był kojarzony chyba z Torem, władcą gromów. Pojawienie się ptaka miało zwiastować burzę dosłownie lub w przenośni. To oczywiście bzdura, rudzik szwenda się, gdzie się szwenda, ale w filmie po scenie z rudzikiem gladiator i jego kumple biją niemców („at my signal unleash hell”).

Ostro!

Obraz może zawierać: niebo, ptak, roślina i na zewnątrz

Kosów ciąg dalszy, to jest porządny, czarny dorosły pan kos. Ważne, że zdjęcie jest ostre, o co niełatwo w aparacie do ptaków. Taki aparat umożliwia duże zbliżenie, uzyskane m. in. dzięki temu, że ma małą matrycę, czyli element światłoczuły. W starych aparatach była nim klisza. Klisza miała 35mm, matryca w moim aparacie ma dużo mniej, tyle samo co w smartfonie.

Mała matryca = mało światła, zwłaszcza kiedy wpada przez długą rurę obiektywu. Ostre zdjęcie wychodzi tylko kiedy wpada więcej, czyli w pełnym słońcu. Niby ograniczenie, ale niedotkliwe, bo po kiego wychodzić na spacer z aparatem po ciemku czy w deszcz.

Gdybym miał dużą (35mm) matrycę, to obiektyw musiałby mieć półtora metra, takie są bezlitosne prawa optyki. Z moją małą matrycą i obiektywem-zoomem spokojnie chowam aparat do kieszeni.

Kompleks polski

Kupiłem dziesięcioletnie auto po Niemcu. Co do modelu, to takie samo, jakie sprzedałem dwa lata temu. No tak czasem mamy, sprzedamy, a potem żałujemy. Dodam, że byłem sprzedałem tanio, a kupiłem drogo, dopełniając triady podobno definiującej prawdziwego Polaka: „drogo kupić, tanio sprzedać, głupio się ożenić”.
Tak gdzieś usłyszałem.
W każdym razie w wieku stosunkowo podeszłym i po zajeżdżeniu iks samochodów służbowych pierwszy raz w ogóle kupiłem używane auto, co jest fascynującą przygodą samą w sobie.
Wsiadając do nowego samochodu czuje się upojny zapach chemikaliów, gumy i tworzyw sztucznych, którymi wymoszczono wnętrze w fabryce. Zapach ten jest intensywny, niemiły i pewno kancerogenny, ale kosztował właściciela dziesiątki kilopeelenów i po prostu nie da się nie lubić.
Wsiadając do używanego samochodu czuje się… zapaszek.
Biorąc na zdrowy rozum jest to głównie pozostałość po ostatnim wunderbaum, dyndającym u lusterka, ale wyobraźnia podpowiada mi grubego, różowego szwaba, który pocił się w tym fotelu przez poprzednie sto tysięcy kilometrów z okładem.
Tak że staram się ten obraz zatrzeć i zapaszek zwalczyć. Po taniości i na szybkości, bo już tak mam. Kupuję zatem piankę w spreju z taką długą rurką na końcu i zapuszczam ją w czeluście kanałów wentylacyjnych. Pianka wypełnia kanały podobno je dezynfekując, a na pewno uwalniając zapach „morskiej bryzy”. Intensywny.
Moje nowe używane auto już nie wali spoconym szwabem, wali teraz morską bryzą. Otwieram okna, wszystkie, i tak jeżdżę, a za mną ciągnie się morska bryza. Mija dzień, mija drugi, a morska nie odpuszcza. Samochód parkuję z otwartymi oknami, mieszkam na wsi, więc mogę, co najwyżej zajrzałby do wnętrza bocian z pobliskiej łąki, ale chyba nie lubi morskiej bryzy. Przez opuszczone szyby wiatr nawiewa z pobliskiej topoli mnóstwo białego puchu.
Rano wsiadam wzbijając ten puch z podłogi, czuję się jak Violetta Villas wchodząca do piany w złotej wannie w Vegas. A może w Acapulco, bo oprócz puchu spowija mnie zapach morskiej bryzy.
Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale trafiają się rzeczy gorsze od spoconego Szwaba.