Fotosafari za gratis

Nastolatki to potwory. Syn szukając kluczy po kieszeniach wyciągnął zmiętolony bilet do zoo, który dostał od kolegi, który z kolei dostał go od jakiś dziadków. Kuriozalnie żałosny prezent niby. Nie chcą iść, to nie. Zabrałem mu i sam poszedłem.

Czarne jest białe. Bielik.

To jest orzeł bielik. Zdjęcie kiepskie, orzeł przechodzony, bo lata tutaj od lat. Tutaj, czyli nad moim balkonem, 3 kilometry od granicy Wrocławia. Pamiętam jak przed laty rodzice pokazywali mi bieliki w wolierze w Międzyzdrojach bodajże: -patrz synku to ten orzeł z godła, prawie ich już nie ma, wyginęły. I faktycznie wtedy były na krawędzi, ale dzisiaj się odbiły i są wszędzie. Z bielikami jest masę nieporozumień, bo choć według purystów bielik to nie orzeł, to według heraldyków właśnie on jest na godle, co niesie różnorakie konsekwencje.
Jak rozumiem główna różnica m. orłami a bielikiem jest taka, że orły polują na ssaki a bielik – ryby. Ssak jest dużo cwańszy od ryby, dlatego też i orły są sprytniejsze od bielików, które z kolei są większe. Konfrontacje bielików z orłami zdarzają się nad padliną, w której gustują jednakowo i orły na ogół wychodzą z niej zwycięsko, jak to orły.

Poza wyżeraniem padliny bielik trudni się – trudne słowo – kleptopasożytnictwem, zwłaszcza wobec rybołowów. Tu się z ornitologami nie zgodzę, bo człon klepto- sugeruje, że bielik kradnie, a to nieprawda, bo działa na wyrwę. Czyli nie żadne klepto, tylko wymuszenie rozbójnicze. Ogólnie to radzę pp ornitologom poprawić to klepto, bo podpadają z paragrafu o ochronie godła.

Słuchałem ostatnio wywiadu aktora Dorocińskiego, znanego jako Despero z Pitbulla. W cywilu Despero jest rozedrganym ekologiem, który przychodzi się wypłakać na złych ludzi do swojego koleżki Wojewódzkiego. Nie mówię tutaj o tvn-ie, ale od podkaście na spoti, kto ciekaw ten znajdzie. Despero powtórzył wszystkie banialuki o rychłej zagładzie Ziemi, ludzkości i wszystkich gatunków.

Łatwiej byłoby mi uwierzyć w te armagedony, gdybym nie widział tych mnożących się bielików, bobrów, łosi i wilków (wilka widziałem w internecie, ktoś nagrał go w okolicach Jelcza). I ogólnie przyrody przeżywającej wielki come-back. „Któż by myślał, że w tym starcu tyle krwi”, że zacytuję Dzień Tryfidów, który z kolei cytował Szekspira.

Tak że nie, nie sądzę, żebyśmy się staczali w jakieś otchłanie, wręcz przeciwnie, ludzie i świat dookoła mają się lepiej niż kiedykolwiek, a będą się mieli jeszcze lepiej. Z wyjątkiem pewnego lisa, o którym przy następnej okazji.

Między Bondem, a Jasiem Fasolą cz IV

Rozumiem niedowierzanie czytelników, czy aby na pewno nic nie zmyślam i zapewniam, że nic. Opisane rozgrywki nie miały miejsca w Wąchocku między wspólnikami bazy paliwowej po starym peggerze, ale w Zurychu, między szefami zylionowego banku, którzy w godzinę zarabiają więcej, niż cały Wąchock zarobił od wojny. I który to bank tylko w naszym kraju daje zatrudnienie paru tysiącom absolwentów, po trzy średnie krajowe każdy.
A kiedy taki bank trafia na łamy jako strona w jakiś szarpaninach, to koszt wizerunkowy jest ogromny i do zarządzania kryzysem biorą się profesjonaliści. Nie mają oni żadnego problemu ze znalezieniem winnego, a w każdym razie takiego, który się chętnie do szpiegowania byłych pracowników przyzna i jak zgadujecie tym winnym nie okazał się Prezes. Poufne kanały komunikacji zostają natychmiast wyczyszczone, żeby śladu nie zostało. Jasie Fasole, czyli detektywi nic nie powiedzieli, bo nawet nie wiedzieli, kogo śledzą, a ich szef… no cóż, ten wiedział, ale na pewno już nic nie powie. Śledztwo umorzone, nie dopatrzono się udziału osób trzecich w nieszczęśliwym samobójstwie tegoż.
Pozamiatane, sektor odetchnął, teraz trzeba tylko porozsyłać mejle…

Dla niedowiarków: cała historia

Między Bondem, a Jasiem Fasolą cz III

Koktail party polega, well, na wychylaniu koktaili. Jak już Prezes wychylił odpowiednio, wypomniał Wice hałasy przy budowie jego sąsiedniej willi. Na to Wice eksplodował, że nie po to buduje, żeby mu Prezes zasłaniał widok na jezioro złośliwie sadzonymi krzaczorami. Krzaczorami? Czekajno, łachudro jak ci zaraz… i elity finansowe rozpoczęły polemikę, do której energicznie włączyła się też egzotyczna żona Wice…

Znalezione obrazy dla zapytania ufc


W rezultacie Wice został wykopany do innego banku, ale nie był to koniec jego kłopotów. Otóż ktoś, ciekawe kto, kazał go śledzić. Na dowidzenia z banku podpisuje się taki świch, że nie będziemy ze starej pracy podbierać klientów, za co stara praca dorzuca ci parę złotych na nowy jacht, czy tam samolot. No i jakby się udało Wice złapać na tym, że jednak klientów podbiera, to gorzko by pożałował. Wszystkiego: budowania się koło Prezesa, robienia bydła na koktajlu i tego, że kiedykolwiek z wyjeżdżał z tego swojego Hindukuszu.
Dobry plan, tyle że detektywom, co śledzili bliżej było do Jasia Fasoli niż Bonda. I Wice się pokapował. Śledzą, to ich zgubię pomyślał, ogląda się Bonda i Bourna i Pitbulla, co nie? I w długą po Zurychu. Tak że wszystko ładnie zagrało, bo był i Zurych i szybkie bryki i drogie garnitury, piękna scenografia, tylko w tych ekstra ciuchach i brykach siedziały patałachy i wycie silników przerodziło się w groteskę, kiedy Wice zrezygnował z ucieczki i wyszedł z auta, żeby sfotografować komórką prześladowców. Na co oni też wyszli z auta i chcieli mu tę komórkę zabrać. Na co on zaczął się drzeć Polizei! Polizei! i przyszedł aspirant i ich spisał.
Śmiesznie się to pisze i mam nadzieję, że śmiesznie czyta, zatem to dobry moment, żeby zakończyć ten odcinek, bo za tydzień zrobi się raczej ponuro.

Między Bondem, a Jasiem Fasolą cz II

Tu rasistowski wtręt. Prezes Banku, kiedyś szwajcarskiego, nie jest bynajmniej bladym siwym panem w okularach o złotych oprawkach. To najprawdziwszy afrykański Murzyn. Bladym panem w złotych oprawkach nie był też jego Wice, przybyły z kraju talibów. Oczywiście w tle obu patrzyła na ręce Rada Nadzorcza, składająca się z samych bladych twarzy w złotych itd..
W moim chorym bigoteryjnym umyśle tłumaczę sobie tę chwalebną różnorodność dopasowaniem do klienteli Banku. No bo nie jest to miejsce gdzie swoje tysiąc euro przynosi górnik ze Słowacji czy monter passatów z Wolfsburga. Tu trzeba przynieść jakieś sto milionów i jeszcze zapłacić za przechowanie. Taki worek z kasą najszybciej przytacha jakiś kacyk z trzeciego świata, który o ileż lepiej dogada się z Czarnym czy Beżowym niż z Bladym.
No ale wróćmy do niebyłego incydentu, którego osią były niesnaski między czarnym Prezesem a beżowym Wice.
Prezes wywalił sobie willę w najdroższej okolicy, no to Wice też taką chciał. Zaraz obok, co to, on gorszy? Pewnego pięknego ranka pod oknami Prezesa przejechała fadroma i zaczęła rozwalać sąsiednią willę, zanabytą przez Wice, ale nie dość dobrą. A potem każdego ranka pojawiały się ekipy, żeby budować nową chałupę… przez dwa lata.
Jak żyć, Rado Nadzorcza, no jak?
Serio, czarny Prezes poleciał ze skargą na beżowego Wice do bladej Rady, która kazała im się jak najszybciej przeprosić i pogodzić, jak przedszkolakom. Na zgodę Prezes zaprosił Wice na koktail party. Daleko Wice nie miał, bo za płot, ale na tym skończyły się pozytywy…
Do czego mogą doprowadzić nadmiar alkoholu, południowy temperament i zadawnione niesnaski? O tym za tydzień.

Znalezione obrazy dla zapytania pawlak i kargul

Między Bondem, a Jasiem Fasolą cz I

Mamy klienta, na tyle bliskiego, że założył mi konto na swoim mejlu. Klient to Bank o szwajcarskich korzeniach, bardzo ą ę i korpo. Co też mi w tej skrzynce nie ląduje, jakiż to szczytnych inicjatyw Bank nie podejmuje i nie wspiera. Nie żeby prawa kobit, nie żeby gejów, czy dobrostan pand, oni już ten etap dawno mają za sobą. Teraz troszczą się o kolesi, którzy nie mogą się zdecydować czy są chopem czy babom i w środy przychodzą w blond garsonce i sikają na siedząco, a w piątki w łysym garniturze i mówią barytonem.
Została wydana kolorowa broszurka o tym, jak personel ma się do takich odnosić, żeby nie zranić ich uczuć, jakimi fantastycznymi osobowościami są i jak bardzo bank chce, by te rajskie ptaki zostały w nim na dłużej.

Podobny obraz


Nie żeby, miał coś przeciwko – kto zabroni bogatemu, najlepszym dowodem słuszności działań Banku jest, że to on nam daje pracę, a nie na odwrót.
Ale, jak to w życiu, nie zawsze jest tak różowo.
Wczoraj dostałem mejla od samego prezesa, że to co media o Banku wypisują to haniebne pomówienia i żeby ich nie czytać, tylko zapoznać się z oświadczeniem rzecznika, że primo po pierwsze ten incydent, co piszą, wcale nie miał miejsca, a po drugie winni wzięli pełną odpowiedzialność i ponieśli konsekwencje.
Jak łatwo zgadnąć chwilę po pojawieniu się mejla połowa Banku zaczęła ryć po internecie, bo druga połowa zrobiła to wcześniej.
Co wyryliśmy? O tym za tydzień.

5-10-15 albo podstawy edukacji ekonomicznej

Nie ma, Mili, fajniejszego zajęcia niż bankowanie. Dziecko by sobie dało radę, stąd formuła 5-10-15. Bierzesz kasę od jednych na 5%, pożyczasz innym na 10% a o 15:00 meldujesz się na polu golfowym.
No, chyba, że jesteś prawdziwym cwaniakiem, wtedy możesz tak sprytnie napisać umowę, że koleś będzie ci spłacał całe życie, a dług i tak będzie rósł, tak że na koniec odbierzesz mu wszystko co sobie za twoją kasę kupił i chałupę i furę. A kasę? Kasę też, parę razy.
Oczywiście trzeba wiedzieć, kiedy być cwanym, a nawet, czy w ogóle wchodzić nawet w proste 5-10-15. Bo bankowanie niesie ze sobą różne takie… no, ryzyka.
Trzeba np. wiedzieć, komu pożyczać. Templariusze np. pożyczali Filipowi Pięknemu, który zamiast ich spłacić, to ich spalił. Dlatego fajnie wybrać sobie jakąś lebiegę, co to ani be, ani me, najlepiej żeby ich było całe stado do strzyżenia, taka biomasa.
Tyle że znów, trzeba ją trzymać pod butem, żeby po sądach nie łaziła z rzewnymi żalami i tego..
Ale – kto nie ryzykuje, szampana nie pije, co nie?
Zdrowie!
(notka na marginesie orzeczenia tsue w sprawie frankowiczów)