Popularną salonową zabawą prapradziadków były popisy domorosłych pianistów-amatorów. Biesiadnicy proponowali im melodię, np. wlazł kotek na płotek, a gwiazda wieczoru odgrywała ją najpierw w stylu – ja wiem? – Szopena, a potem Betowena czy innego Liszta.
Śmiechu było co niemiara.
Odpowiednikiem w dziedzinie literatury jest pastisz – naśladownictwo stylu wybitnego pisarza. Współcześnie pod pastisz można podciągnąć twórczość fanowską z oddaniem uprawianą w internecie przez fanki serialów o Belli i wampirach na przykład.
Oryginał wersus podróbka, czasami nieodróżnialna, to historia ludzkiej twórczości.
Azaliż aliści ostatnio wszyscy jakby o tym zapomnieli, a to za sprawą technicznego szczegółu polegającego na tym, że współcześni Dumasowie, zamiast płacić studentom za małpowanie własnych powieści zlecają tę czynność komputerom wyposażonym w oprogramowanie żartobliwie zwane inteligencją.
Podobnie postępują zastępy plastyków… ale robią to już od czasów antycznych, od Fidiasza po Kossaków, podzlecając wykonanie „swoich” dzieł utalentowanym lub tylko pilnym uczniom kiedyś, a urządzeniom techniki obliczeniowej obecnie.
Rozdano nagrody Nike, w tym Twardochowi, o którym powiedzieć „kontrowersyjny” to nic nie powiedzieć. No i zaraz na X-ie wyskoczyły typy, które czekając na autobus poprosiły swoje komórki o wygenerowanie twardochopodobnej prozy. Ergo: na chryn nam ten Twardoch, dajcie nike mojej komórce.
Co za upadek.
Otóż nie, grok z claudem nie zastąpią Twardocha ani nikogo innego, może poza studentami, którzy zamiast małpować mistrzów za psi pieniądz zajmą się rozwijaniem własnej kreatywności. Niewątpliwie sztuczna a wątpliwa sama w sobie inteligencja naśladuje nas lepiej niż my sami, podobnie jak lepiej mnoży duże liczby czy gra w szachy. Nie wydaje mi się wszakże, żeby z jej powodu tracili pracę matematycy, a szachiści przerzucali się na rugby.
Alarm dla ludzkości odwołany, można rozejść się do zajęć.
Własnych. Oby twórczych.














































