Nie pamiętam już kiedy zakupiłem kamerę video. Niezorientowanym wyjaśniam, że było to samodzielne urządzenie przeznaczone wyłącznie do kręcenia filmów. Wyposażone w dysk 30GB, opcję nagrywania nocnego, format 16:9 moja kamera była ostatnim krzykiem techniki, który parę lat później płynnie przeszedł w rzężenie całego biznesu kamer konsumenckich.
Ale „it’s not over till it’s over”. Kamery może skarłowaciały do rozmiarów gopro a poza tym zniknęły z rynku, niczym dinozaury, których dalekich wspomnieniem są wróble, ale w mojej kamerze dysk wciąż się kręci, bateria wciąż trzyma, a zoom – zoomuje.
I cóż się zdarzyło. Syn mój kamerę wyciągnął, podładował i stała się tym, czym zawsze być powinna – gwiazdą szalonych domówek. Kiedy bowiem na szalonej domówce ktoś wyciąga telefon w celu filmowania zyskuje podobny efekt jak wjazd Mrożona na jego lodowej desce. Wbrew opiniom rodziców i pedagogów młodzież doskonale potrafi zadbać o swój wizerunek online. Najbardziej utytłany wieprz w interku jest uroczym, wystylizowanym luzakiem, jeśli nie modelem.
Nikt nie pozwoli zrujnować budowanego przez lata wizerunku uwalonemu kretynowi ze smartfonem. Dlatego wszyscy zamierają, odwracają głowy, względnie naciągają na nie rajstopy i czekają, aż smartfon zniknie w kieszeni.
Co innego nieusieciowiona kamera dziadka Leniucha, zwłaszcza taka w posiadaniu najrozsądniejszego z rozsądnych syna tegoż. „Ojciec, ja nawet nie muszę nic kręcić, po prostu zostawiam ją na stole, ludzie sobie ją ogarniają i na koniec mam parę godzin ekstra materiału”.
Kręć, zgrywaj, archiwizuj. Kiedy kolejny z absolwentów twojego liceum zostanie premierem… sam rozumiesz.

a gdzie tu o telepracy?
PolubieniePolubienie
np. tu: https://leniuch.home.blog/2020/03/07/mit-zdalnej-produktywnosci
PolubieniePolubienie
Wycięło kawałek tekstu przed Mrożona i user experience jest niepełny. Proszę poprawić!!!
PolubieniePolubienie