Parę lat wstecz byznes telefoniczny zachodził w głowę, czemu Apple ciągnie kolosalne zyski ze sprzedaży telefonów, na której wszyscy inni tracą. Odpowiedzią był „ekosystem” usług powiązanych z ajfonami, który napędzał sprzedaż tychże nawet po paskarskich cenach, żeby jeszcze potem sam generować furę kasy.
Janusze biznesu ochoczo kopiowały ten model, ale jakoś żaden nie został drugim Aplem, a ja nawet wiem czemu. Ich ekosystemy są do bani, a do tego traktują użytkowników jak piąte koło u wozu. Sam siebie uważam za ofiarę zagłady ekosystemu yamahy.
Nie tak dawno temu kupiłem sieciowy wzmacniacz tejże firmy z odtwarzaniem radia internetowego. Stacje programowało się przez wybitnie prymitywną stronę www, obsługiwaną nawet nie przez yamahę, ale jakiś dwu studentów. Minęło lat parę i yamaha przestała im płacić, a oni z kolei – kierować radia internetowe do mojego wzmacniacza.
Chcesz słuchać, kup nową yamahę, starą – wciąż sprawną – wywal na śmietnik.
I tak o…
Jakoś sobie poradziłem, ale są ekosystemy, które giną wraz z twoimi danymi, zdjęciami, zażartymi polemikami etc. jak afiliowany przy Gazecie Wyborczej blox.pl, czy pompowany a potem skasowany Google+.
Mało co mnie jednak wpieniło jak morderstwo na aplikacji sportowej Endomondo, popełnione przez producenta ciuchów Under Armour.
Cała moja aktywność fizyczna od 2012, czyli dwanaście tysięcy kilometrów przebyte podczas dwóch tysięcy treningów ma zniknąć wraz z Endomondo. Owszem, jest możliwość migracji, ale jak ktoś się zagapi, bo nie biega w zimie, albo leży pod respiratorem – szukaj wiatru w polu.
Jakim nieudacznikiem trzeba być, żeby – raz – zarżnąć popularną aplikację, dwa – ryzykować utratę wielu milionów użytkowników. Mam wrażenie, że Ministerstwo Sportu lepiej by sobie z Endomondo poradziło, nawet gdyby wsparły je kadry polskiej elektrowni atomowej.
