Ta piosenka jest pisana dla tytułu. Prawie perfekcyjnego. Prawie, bo całkiem perfekcyjny brzmiałby „foty z d*py”, ale piosenka musiałaby być na zupełnie inny temat.
Temat zaś niniejszy harmonijnie łączy w sobie ograne motywy tego bloga: specyfikę chaty na bagnach, fotografowanie ptaków oraz sztuczną inteligencję.
Chata zapewne będzie spoglądała zamglonymi oknami na parujące bagno do końca świata lub momentu kiedy topiel pochłonie ją ze złowrogim cmoknięciem, ale nie da się ukryć, że w najbliższej okolicy deweloperuchy leją beton, aż ziemia jęczy.
Na pobliskiej drodze pojawia się coraz więcej aut, które wchodzą w kolizję z lokalną fauną. Jakiś tydzień temu sponiewierany dzik zaparkował na zamarzniętym bagnie na wieki wieków amen. Jako amatorowi dziczyzny przemknęła mi myśl o gigantycznej ilości szynek i schabów, w sklepie po stówkę i lepiej za kilo, ale trochę się spóźniłem. Szynkę obsiedli byli skrzydlaci drapieżcy.
Tu dygresja. Co jakiś czas napada mnie chęć, by wejść na wyższy poziom w fotografowaniu. Przestać cykać foty przez szybę w trakcie śniadania, czy z tytułowego klopa, a zaczaić się o północy pod siatką maskującą by o czwartej rano skierować teleobiektyw na jakąś czaplę. Kursy zaczynają się od tysiaka za dzień, teleobiektywy to nawet nie wiem i może dobrze, że jestem biedny, bo jeszcze bardziej jestem leniwy. Nie ma szans, żebym kładł się o północy do bagna, skoro przy nim mieszkam. No ale foty z klopa tanim (względnie) aparatem mają swoje boleśnie oczywiste ogranicznia, jak poniżej:


I w tym momencie, cała na biało wbija AI, za darmoszkę podbijając ostrość i rozdzielczość:


By w z łatwością poprawić je w stratosferę. Tego żaden teleobiektyw nie wymyśli.









































