Porady wujka dobrej rady – część kolejna.
Nigdy nie płać za nic. Ale jak już płacisz, to za coś konkretnego, np. słuchawki z przewodnictwem kostnym. Za muzykę do nich już nie, ściągnij sobie z netu, za free. Na służbowy laptop, przez służbowy internet. Przed wyjściem z biura zabierz trochę herbaty z kuchni, plasterki z apteczki, ściereczki do monitora, papier toaletowy. Długopisy.
Przyciśnięty płatnościami – odwlekaj. Dziel na raty. Zero procent. Targuj się. Zakupione – reklamuj, żądaj zwrotu kasy i za samolot i za furę też.
Zbieraj punkty, za punkty kupuj hotdogi.
I nigdy – przenigdy nie pakuj się w żaden abonament, żadne opłaty stałe.
Płatne tv? W życiu, jest za darmo z powietrza. A są ludzie, którzy płacą nie tylko za kablówkę, czy netflixa, ale nawet z youtuba. Przecież to obłęd.
Wchodząc raz na tę ścieżkę, podając diabłu palec niebawem chwyci cię za całą rękę, podczas gdy druga ręka „usługodawcy” skwapliwie opróżni ci kieszenie.
Oni się w kolejce ustawiają po twoje ciężko zarobione pieniądze: płać za spoti, netfliksa, youtuba, gmail-a, onedrive, windowsa, offisa, ejaja… jakbyś już nie płacił dochodowego, vatu, za śmieci, od nieruchomości, na nfz, na medicover, na syna, córkę, przeglądy etc. etc.
Tymczasem kiedy komuś się opłacasz, regularnie, to tak jakby cię opodatkowali. Jakiś paru cwaniaczków z Ameryki.
No to już wiemy, czego nie robić. A co robić?
Brakuje miejsca na mejlu? Bez mejla jak bez ręki. Wywal zdjęcia na dysk, będzie miejsce na mejle. Dysk też kosztuje? Frajera to kosztuje nawet woda, nawet za siku płaci. Chłopaki nie płacą, wodę mają w służbowej kuchni, co nie.
Robisz tak: znajdujesz na olx-ie starego nikona, powiększasz obrazek, spisujesz nr seryjny.
Rejestrujesz nr na nikonimagespace i dostajesz 20GB gratis. Tam wtryniasz blokujące miejsce foty.
A jaki prestiż… Znajomi podsyłają albumiki na gugle-srugle, a ty wjeżdżasz cały na biało chmurą dla fachowców. Chociaż koło dobrego nikona nawet nie stałeś.
Obrazki – sraski, a co z filmikami, pijany wujek na weselu idzie w gigabajty. Nie wiem jak wy, ale ja – posiadacz kiepskiego wiejskiego internetu, pakuję je wprost do youtube w trakcie wizyty u posiadaczy światłowodu. Dzieńdoberek, dla mnie kawa, a w tle pstryk i pompowanko.
Tak trzeba żyć.
Dokumenty i takie tam… wiele nie zajmują, ostatnio wrzucam je do pclouda, oczywiście gratis.
A teraz policzmy. Mam 3 tożsamości na googlu, jako leniuch102, jako taki Wojtek, którym zresztą jestem i jako Doktor Kongo – tożsamość, na którą miałem rebrandować leniucha ale mi przeszło. Tak że od googla dostaję 3 x 15 GB, na te konta zakładam+ 2x20GB na nikonie + 20GB na pcloud.
Cieszy, ale nie tak jak pierwsze 10MB HDD w 92.