Cóż nam przyszłość niesie.

Mógłbym reklamować swojego bloga jak pewien czarny charakter z Bonda swoją gazetę: „Jutrzejsze wiadomości dzisiaj”. Wspomniałem o pegazie w środę, że nieszkodliwy (dla uczciwych), w czwartek Rzepa grzmoci artykuliszcze na całą szpaltę, że mam rację. A w piątek Jarosław potwierdza. W tej samej notce lekceważę dramaty zwalnianych przez zooma, w piątek – bum, drama na pół internetu, bo Dariusz z Radomia zwolnił plastyczkę z generacji Z, bo się nie wyrabiała w korelu. Zwolnił przez skajpa, jak on mógł.
Strach siadać za klawiaturę trochę.
Ale dla obojga wiernych czytelników czysty profit, wróżka za gratis, futuroblog, co nie.
No więc mordy odpowiadam na wasze jeszcze nie uświadomione może pytania, rzetelnie jak fachowa wróżka, która za sto złotych wywróży koniec świata.
Co będzie, co was czeka?
Otóż sporą część tego stulecia i wszystkie następne spędzicie w trumnie i będzie wam wszystko jedno. Cieszę się że mogłem pomóc.
Zgaduję, że dręczy was pytanie o krótki w sumie okres między teraz a trumną.
Otóż, a mówię to z własnego doświadczenia, jeśli będziecie o siebie dbać i uprawiać sporty, to fajnie, ale wiedzcie, że biegać będziecie coraz wolniej, rowerować coraz ciężej itp. itd.
Ale nie tylko. Ja np. nie tylko zwolniłem, ale całkiem zaprzestałem biegania, bo zaczęło napiepszać mnie biodro. Na rowerze boli mnie z kolei kolano. Można pływać, tylko że jak pływam to boli mnie bark. I biodro. Chyba, ze żabką – wtedy kolano.
Przerzuciłem się na łyżwy, po których boli mnie tylko potylica, jak się przewracam na wznak, ale zima się skończyła.
Szukam na strychu rolek, dam znać jak poszło.
Papatki.

Nie bój pegaza.

Ludzie to jednak zacofana, ciemna masa, dokładnie jak to opisał wieki temu niejaki Le Bon w Psychologii tłumu (zwrócić wreszcie tę książkę do biblioteki, termin minął w ubiegłym stuleciu).
W cv każdy niby z nowoczesną techniką [1] za pan brat, ale pojęcia ma z XIX wieku.
Mam tu na myśli najnowsze dramy związane ze zwlanianiem przez zooma, np. 200 osób naraz.
Różni wrażliwcy po MBA tłumaczą, jak to się nie godzi i każdy menedżer powinien twarzą w twarz oznajmić i w ogóle brzmią, jakby chodziło o zamknięcie huty z wąsatymi hutnikami, których szesnaścioro dziatek umrze z głodu z wyłączeniem najstarszych córek, które wylądują pod latarnią.
Ludzie… ci zwalniani to na ogół deweloperzy z Indii, którzy się opierniczają na 3 zdalnych posadach naraz i przy okazji zooma przypomniało im się, że byli zatrudnieni.
Plus, zwalniany typ ma mnóstwo klikania do zrobienia, telefonów do wykonania etc., żeby się jeszcze roztkliwiać z szefem, z którym się niekoniecznie lubi.
Tak że zatrudniamy się przez zooma, pracujemy przez zooma, uczymy się przez zooma, dzieci wychowujemy jw. skąd tu pomysł żeby zwalniać się w 3D.
To trochę tak jak z kolorowymi telewizorami w celach, oczywiście osadzeni powinni mieć czarno białe i oglądać je o chlebie i wodzie, ale skąd im czarno białe brać w 2024?

Najnowszą pożywką technofobii jest szpiegujący telefony Pegasus. Mój własny kolega z zespołu klarował mi, że policja może i powinna podsłuchiwać, no ale nie przetrząsać telefony! Tak jakby zbir nie potrafił obsługiwać łatsapa, którym na zbrodnię można umówić się dużo konkretniej i dyskretniej. Chcesz go złapać, łap za łatsapa.

Nawiasem mówiąc, jestem trochę rozczarowany kalibrem zbrodni ujawnionych za sprawą pegazusa. Jeśli największą jak dotąd story jest wysyłka busa maseczek Papieżowi, to chyba przepłaciliśmy za to narzędzie.


[1] wiem, ze teraz mówi się i pisze „technologią” ale jako zeszłowieczna ciemna masa przez technologię rozumiem np. obróbkę skrawaniem, np. ziemniaka.

AI Time

Generated from prompt

Ludzkość wynalazła kolejny sposób na zabijanie nudy w robocie. Nie jest za darmo, bo wypluwanie głupot przez AI wiąże się z potężnymi kosztami w mocy obliczeniowej i elektryce, ale grubi gracze stręczący AI na razie sponsorują i nie narzekają. Żeby wyjąć, trzeba włożyć.

Czarnym charakterem de jour w temacie AI został niejaki Jack Krawczyk, jak poznać z nazwiska Żyd z Googla, który ponoć wzbrania googlowi pokazywć białych mężczyzn, a w każdym razie tak twierdzi Elon Musk.

Aha, niegłoszony przetarg na maskotkę bloga uważam za zamknięty. Artystów proszę o nienadsyłanie prac i przebranżowienie, np na budowlankę.

Zabić czas

Całkowicie dałem się wciągnąć serialowi Fauda. Opowiada o zmaganiach Żydów z Arabami. Obie strony są przedstawione w wyważony sposób, Żydzi jako pijacy i puszczalskie, Arabowie jako psychopaci i wariatki. Fabuła kręci się wokół porwań i zamachów, ale scenarzyści potrafią zgrabnie urozmaicić menu wątkami obyczajowymi i naprawdę zaskakującymi zwrotami akcji.

Każda interwencja izraelskiej jednostki specjalnej, której losy śledzimy, może przebiec w nieprzewidywalny sposób, za wyjątkiem losu głównego bohatera, który niestety zawsze wychodzi cało, jak to główny bohater.

A szkoda, jest to jedyna jednoznacznie antypatyczna postać (w moim przynajmniej odbiorze).

Aktorzy są fajni, nieopatrzeni, o wyrazistej śródziemnomorskiej urodzie, mimo sporej rotacji postaci trudno ich pomylić.

Realizację serialu podobno wstrzymano, bo ekipa pojechała do Gazy strzelać z ostrej amunicji, podobnie jak w serialu ze zmiennym szczęściem zresztą.

Trzy sezony za mną, jeden przed, żywię nadzieję, że po oby rychłym zakończeniu wojny pojawią się następne, innymi słowy, że serial wróci na pełnej bombie.

Bilans stycznia 2023.

Światową sławą okryli się licealiści z Piotrkowa, których studniówkowy polonez cyrkuluje w internecie jako dowód, że cywilizacja białego człowieka jeszcze nie zginęła.
Nieżyczliwi, któż ich nie ma, domniemywali, że zaraz po polonezie młodzież polała wódkę i puściła Fagatę.
Jako że moje własne dziecko usamodzielniło się i straciłem codzienny kontakt z trendami, z ciekawości sprawdziłem kto zacz. Słuchalność na spotify p. Fagata ma na poziomie Pata Methenego, talentu nie stwierdziłem, chyba że do obscenów. Rysuje za to wzorową ścieżkę kariery dla współczesnych dziewcząt. Ta wiedzie od insta, przez spoti/tube do mma i/lub onlyfans.
Upadek standardów powszechny. Ale czemu się dziwić, skoro nawet księża… np. mój ksiądz np. po kolędzie.
Nie sposób już było przemilczeć kłopotliwej obecności Nataszy i spodziewałem się jakiś gorzkich, choć zasłużonych napomnień i wyrzutów. Od tego u licha są księża – pilnowania standardów, aka przykazań.
Tymczasem ksiądz: o, pani prawosławna, to możecie Święta obchodzić dwa razy!

BTW Święta i nowy rok, bo jest coś takiego, jak prawosławny „stary nowy rok”, 13go stycznia.

instagramerki.

Przekaz podprogowy

W „Syrenach z Tytana” Kurt Vonnegut wymyśla pozorowaną inwazję obcych, zorganizowaną w celu pogodzenia zwaśnionych Ludzian. Książka jest dzieckiem lat 70tych bodajże, kiedy radzieccy sekretarze sapali do amerykańskich prezydentów i wice wersa, a oba społeczeństwa dostawały nerwicy, Amerykanie jakby większej, bo mieli więcej do stracenia.

Sfinansowanie nieporadnej, rzekomo pozagalaktycznej gwiazdy śmierci na ziemskiej orbicie pozwoliło dać ujście agresji i wywalić w obcy obiekt arsenały zgromadzone na zimną wojnę.

Przypominam sobie o tej bieda inwazji w chwilach wzmożonej nerwowości, takich jak obecna. No niestety, nowa powyborcza Polska uśmiecha się ciut nieszczerze. Nasuwa się tu obserwacja dzikiej przyrody, która nie zna uśmiechu, a to, co ludzie za uśmiech u zwierząt biorą, czyli obnażenie zębów, jest w istocie uśmiechu zaprzeczeniem.

Ten niespodziewany przypływ złych emocji wartoby jakoś bezpiecznie rozładować. Gdyby zmiana władzy odbyła się na wiosnę, możnaby przed symbolicznym spaleniem Marzanny symbolicznie zgwałcić ją ze szczególnym okrucieństwem, którego potem oszczędzilibyśmy sobie nawzajem, że tak to dramatycznie ujmę.

Tymczasem wskażę wroga realnego, którego nienawidzimy wszyscy tu i teraz. Kiedyś zupełnie nieobecny, współcześnie powszechny, pierwszy raz spotkany przeze mnie na Bliskim Wschodzie, konkretnie po drodze do tureckiego Pamukkale ad 2000. Nasz kierowca grzał stówą, gdy nagle busik uniósł się w powietrze, na ćwierć sekundy doznaliśmy stanu nieważkości poczym z hukiem gruchnęliśmy z powrotem na asfalt. Przeoczony Próg Spowalniający.

Progi spowalniające były u nas bardzo rzadkie jeszcze w 2011, kiedy podróżowałem po Jukatanie i – idiota – uważałem je za znakomity pomysł. Dzięki nim po miejscowościach spokojnie handlowano i spacerowano na głównej ulicy. Bez progów meksykańskie spidy gonzalesy rozpirzyłyby te wioski w drebiezgi.

Dziś jesteśmy progami otoczeni. Starannie planuję trasy z możliwie najmniejszą ilością tego g.. po drodze. Moją szczególną niechęć budzą progi pryzmoidalne z kanciastej gumy. Zwolnienie nawet do 10 km/h nie uchroni nas na takim progu przed dobiciem amortyzatorami, których producentów podejrzewam o korumpowanie radnych, decydujących o instalacji progów.

Nie mam zatem nic przeciwko wyzywaniu progów od najgorszych, w internecie i w realu, a także na wielotysięcznych demonstracjach przeciwprogowych. Nie zawaham się poprzeć akcji bezpośredniej i zrównania progów z ziemią.

Byłby to terror i bezprawie, ale w dobrej sprawie. Nie dzwońcie na milicję.


Moje noworoczne postanowienie

Zamierzam zmienić swoje życie o 360 stopni. Czyli nic nie zmieniać. Już raczej oczekuję, że to Nowy Rok postanowi być lepszym niż Stary Rok. Co do mnie, mogę pozostać sobą. I tak byłem za dobry na Stary i prawdopodobnie (dajmy mu szansę) Nowy Rok, a na pewno kilka poprzednich lat.
I nie tylko ja, my wszyscy. Zdecydowanie nie zasługujemy na te marne czasy. Ktoś powie – czasy to my. Otóż nie. Gdybyśmy my – Polacy – mieli decydować o czasach, literalnie wszystkim wiodłoby się lepiej.

Jarosław jako kanclerz Niemiec na pewno nie ciągnął by Putinowi rurociągu i nie zamykał elektrowni atomowych, już raczej dokupił parę atomowych bąbowców. Nasz MON prędzej ogrodziłby całe Niemcy w kółko, niż wpuścił „arabskie klany”, a co jest do wypracowania, wypracowaliby Niemcom np. Filipińczycy, jak skończyliby już robotę w Szczecinie.

Dalej, premier Ukrainy Morawiecki na pewno startowałby nie z Katowic, a Doniecka, rozdając lokalsom cierpkie uśmiechy na przemian z kiełbasą wyborczą. Taka kiełbasa, czy na Śląsku, czy w Donbasie to najlepsze lekarstwo na secesję.

Wróćmy od covida: zaczęło się od paniki wywołanej stosami trumien we Włoszech. Stosy stały w kolejce do krematoriów, co nie miałoby się prawa zdarzyć w Polsce, bo my się na ogół zakopujemy: szybciej, taniej i bez dramatycznych obrazków. Dalej, gdyby WHO prezydowała wówczas premier Kopacz, prawdopodobnie olałaby covida jak swego czasu olała świńską grypę, zamiast zmuszać cały świat do zakupów szczepionek o dyskusyjnej skuteczności.

I tak dalej i tym podobnie, ze stojącymi w kolejce do naszych sklepów i pomp Czechami i Litwinami włącznie, o Rosjanach nie wspominając. To nie żaden potrząsszabelkizm, ale fakt, którego wymownym symbolem jest autostrada S3, tęsknie wyglądająca u czeskiej granicy, że knedle się ogarną i podciągną swój kawałek z niedoległej Pragi.

Inny, niezaprzeczalny fakt, to to, że nasz rząd jest dużo lepszy, niż usiłuje przedstawić to nasza opozycja. Tegoroczny rząd i zeszłoroczny rząd. Inne rządy europejskie powinno nosić za polskimi rządami teczkę. Co się jednak – z wielką stratą dla ich udręczonych społeczeństw – nie zdarzy.